sobota, 22 stycznia 2011

Przeszłość.

Robi się coraz później ...
Wędruje po przeszłości żeby nie myśleć o tym co teraz.
Pisałam,że pragnę zapomnieć ten dzień... nie chcę cofnąć ostatnie 2 lata ...
Chcę znów być w Kazimierzu, chcę zacząć raz jeszcze wszystko od początku ale w momencie, w którym jest jeszcze na to szansa.
Tym czasem pustka się pogłębia.
Urządzam sobie tortury, rozdrapuje rany bo nie wiem co dalej.
Tak bardzo się boję życia bez niego ...
Wszystko do mnie powraca, jak fala ...na chwilę.

Zamknięte drzwi.

Trzecia noc jak wyrok zastała mnie znienacka.
Obudził mnie taki strach, że myśli moje zawędrowały za daleko...
Nie mogę odpędzić lęku a lęk mój utkany jest z nienawiści, tęsknoty, paniki
i pustki, która opanowała mój świat.

Bezdech przerywa na chwilę ruch dziecka i znów popadam w nicość i potok łez...
Nie mogę przestać myśleć, nie mogę spać, nie mogę jeść....
W moim sercu rodzi się nienawiść nawet do samej siebie. Boje się, że przeklnę swój los i nie podniosę się, po którejś z nocy.
Oddałabym 10 lat swojego życia by wymazać z pamięci ten dzień.
Jedyne czego pragnę to zapomnieć i zniknąć.
M. mi napisała, że Bóg zamyka drzwi by zaraz otworzyć nam okno.
Oby zdążył je dla mnie otworzyć bo to co czuje silniejsze jest od rozsądku...
Moje serce uklękło.